<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Archimedes"> 
<author_1=Stanisaw Dbowski>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="3">
<date=1953-03-24>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Lokomobila miaa potne koo zamachowe, schodzce poniej posadzki hali. Dolna cz koa zanurzona bya w specjalnie wycitym zagbieniu. W t to przestrze pomidzy koem a betonow krawdzi kanau chcieli wsun belk. Nie sza. Bya o par cali za szeroka. Wzili si obaj za siekiery. Zdjli atwo pod sznur, ile trzeba  i deska gadko wesza w d. Lokomobila ju bya pod par. Zapada zmrok. Chudemu serce oskotao w piersi, jak Diesel. Podszed do tablicy rozdzielczej, sprawdzi jeszcze raz zegary i heble i rzuci pomocnikowi rozkaz: Puszczaj!
Pomocnik otworzy wentyle. Wielkie koo jakby si jeszcze namylao, a poszo wreszcie gadko w jaowym biegu. Pomocnik czeka, a Chudy wyczy turbin. Ale Chudy wraca ju od tablicy. Zasun gbiej desk pod koo i kaza pomocnikowi uwiesi si na jej kocu: Bdziem hamowa. Oblecia ich strach. Bo jeli decha pknie? Jeli rozwali si w drzazgi i wbije si dziesitkiem ostrzy w ywe ciao? A moe koo rozwali si na kaway i poleci cetnarami elaza w dach, w ciany, w nich? Dyszeli gono, kropelki potu wieciy im na czoach, cho si przecie jeszcze nie urobili. Zbliali desk do leccego koa. Pomalutku i rozwanie, jak skalpel do rany, a wreszcie poczuli, e si trze. Nacisnli mocniej. Zadymio z kanau, ale szo. Tyle, e maszyna wyranie zwolnia obroty. Nie stao si jeszcze nic gronego. Chudy krzykn wprost w ucho pomocnika: Trzymaj, pki nie wcz i skoczy ku tablicy. Bez namysu pooy obie rce na heblach, wbi oczy w zegary i czeka. Pomocnik wisia u deski. Wskazwki na tarczach dygotay, jak szalone, ale wida byo, e lokomobila traci obroty.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
